Domowa zagroda : rysy dziejów polskich w opowiadaniu powieściowém dla młodzieży. cz. 6 (Miniszewski Józef Aleksander)
Strona 8
na czele którego bądź stronnictwa, zawsze ogromnym prawda kosztem, ale byłby okupił naprawę Rzeczypospolitej. Konfederacya Gołębiowska naprzykład złożona z drobniejszej szlachty, byłaby tron podparłszy zatamowała drogę do frymarczenia interesami publicznemi możnowładzcom, a kto wie czy w ostateczności nie wywołałaby z łona ludu na pomoc swoję, nowego stanu, nowej siły.
Nieprzyjaciele znowu króla, Łowiczanie, ogarnąwszy w sobie całe możnowładztwo, wygórowawszy, drobną szlachtę byliby poniżyli, formując z niej stan środkujący pomiędzy ludem a sobą. Wywołane dwa żywioły do walki w owym czasie koniecznie wywołałyby nowy stan i siłę, a z nią poprawę Rzeczypospolitej.
Tymczasem leniwi, nieenergiczni, lękający się ogromu pracy obywatele, spokoju pragnąc jak prawdziwi wychowańcy Jezuitów, wszystko złe i dobre Bogu na przyszłość poruczywszy, wdają się pomiędzy zwaśnione strony, proponując pokój. Na czele tych pośredników stają: Trzebicki Jędrzej biskup krakowski i wojewoda Witebski Chrapowicki. Król Michał niemający talentów wojskowych, ani ukształcenia potrzebnego królowi, słaby, wahany pomiędzy ćwiczeńszymi w polityce ministrami, w początkach nie przeczuwa potęgi, do jakiej wzrośnie konfederacya Gołębiowska, a później gdy już do pokoju się skłonił, żałuje że się godzi. Koniec końcem, gdy król bawi się w Warszawie, pośrednicy wzmiankowani, sprowadziwszy do Ujazdowa hetmana i prymasa, godzą ich z królem, następują uroczyste przeprosiny, skasowanie konfederacyi Gołębiowskiej i Łowickiej, jako też zniesienie obustronnych uchwał. Na chwilę więc ucichła zawiść i postępowanie stron obu, a dość szczera pokazuje się zgoda na radzie wielkiej warszawskiej, nazwanej sejmem pacificationis.